Sonda
Zimowy impuls sportowy
08.03.2010
To, że zima zaskoczyła w tym roku nie tylko drogowców, zauważyli chyba wszyscy. Ostatnie kilka lat odzwyczaiło nas od zim ze śniegiem i mrozem, a wizja ocieplenia klimatu spowodowała, że zima od grudnia do kwietnia to dla nas coś dziwnego. Są jednak niewątpliwe plusy ataku zimy.
Prawdziwa długa i śnieżna zima to szansa na rozwój w Polsce sportów zimowych, tym większa, że jesteśmy świadkami rozgrywanych w Vancouver Igrzysk Olimpijskich, które rozpalają nasze marzenia. Co prawda nigdy nie byliśmy potęgą w sportach zimowych, a gdyby nie sukcesy Justyny Kowalczyk i Adama Małysza, to nasze zdobycze medalowe na Igrzyskach dalej wyglądałyby fatalnie. Mamy jednak szansę to zmienić. Wprawdzie nie podniesiemy naszych gór o 1500 metrów, co na pewno bardzo by pomogło, ale pewne działania możemy podjąć już teraz.
Na ulicach wszystkich polskich miast zalegają tysiące ton śniegu, które raczej szybko nie znikną, bo większość ratuszów już dawno przekroczyła budżety na odśnieżanie. Co począć z tym śniegiem? Należy go wykorzystać do tworzenia aren sportów zimowych! Przy niewielkim nakładzie sił na większości ulic da się zbudować halfpipe do snowboardu, skocznię do narciarstwa dowolnego czy stor saneczkowy. Ten by się przydał najbardziej, bo jeśli sam rozruch takiego obiektu (zmrożenie) kosztuje 100 tys. euro, to raczej nie ma co liczyć, że Ewelina Staszulonek (w Vancouver 8. miejsce w zjeździe) doczeka się takiego obiektu w kraju. Gruby lód, jaki skuł nasze rzeki i jeziora, to z kolei wymarzone miejsce na boiska do hokeja czy curlingu.
A czy nie byłoby miło przechadzając się bulwarami wiślanymi podglądać treningi łyżwiarzy szybkich bądź pary taneczne? Biegać na nartach można wszędzie i jeśli zima potrwa dłużej nie zdziwię się, gdy ludzie w drodze do pracy zaczną wybierać ten środek „lokomocji".
To oczywiście fantazje. Do rozwoju sportów zimowych potrzeba nam nie tylko obiektów, ale głównie impulsu w społeczeństwie, który spowoduje, że zaczniemy je częściej uprawiać. Jeśli taki impuls nie zaistnieje, to dobrze przygotowane obiekty będziemy mieli chyba tylko do skoków narciarskich. Tyle że nie jest to raczej sport masowy i mimo dobrej obecnie koniunktury, nie wiadomo jak sobie poradzi w erze ,,po Małyszu". Reszta zimowych konkurencji ma się zdecydowanie gorzej. Wiele sportów wpadało w pułapkę: z jednej strony mówi się więc, że ,,nie ma obiektów, bo nie ma dla kogo ich budować" a z drugiej słychać często że „nikt nie trenuje, bo nie ma gdzie"...
Oby ta prawdziwa zima była impulsem dla rozwoju zimowych dyscyplin, bo jeśli zabraknie Justyny i Adama, to znów wrócimy do czasów, kiedy przez 64 lata zdobyliśmy 4 medale olimpijskie...
Źródło: "sportplus"
Prawdziwa długa i śnieżna zima to szansa na rozwój w Polsce sportów zimowych, tym większa, że jesteśmy świadkami rozgrywanych w Vancouver Igrzysk Olimpijskich, które rozpalają nasze marzenia. Co prawda nigdy nie byliśmy potęgą w sportach zimowych, a gdyby nie sukcesy Justyny Kowalczyk i Adama Małysza, to nasze zdobycze medalowe na Igrzyskach dalej wyglądałyby fatalnie. Mamy jednak szansę to zmienić. Wprawdzie nie podniesiemy naszych gór o 1500 metrów, co na pewno bardzo by pomogło, ale pewne działania możemy podjąć już teraz.
Na ulicach wszystkich polskich miast zalegają tysiące ton śniegu, które raczej szybko nie znikną, bo większość ratuszów już dawno przekroczyła budżety na odśnieżanie. Co począć z tym śniegiem? Należy go wykorzystać do tworzenia aren sportów zimowych! Przy niewielkim nakładzie sił na większości ulic da się zbudować halfpipe do snowboardu, skocznię do narciarstwa dowolnego czy stor saneczkowy. Ten by się przydał najbardziej, bo jeśli sam rozruch takiego obiektu (zmrożenie) kosztuje 100 tys. euro, to raczej nie ma co liczyć, że Ewelina Staszulonek (w Vancouver 8. miejsce w zjeździe) doczeka się takiego obiektu w kraju. Gruby lód, jaki skuł nasze rzeki i jeziora, to z kolei wymarzone miejsce na boiska do hokeja czy curlingu.
A czy nie byłoby miło przechadzając się bulwarami wiślanymi podglądać treningi łyżwiarzy szybkich bądź pary taneczne? Biegać na nartach można wszędzie i jeśli zima potrwa dłużej nie zdziwię się, gdy ludzie w drodze do pracy zaczną wybierać ten środek „lokomocji".
To oczywiście fantazje. Do rozwoju sportów zimowych potrzeba nam nie tylko obiektów, ale głównie impulsu w społeczeństwie, który spowoduje, że zaczniemy je częściej uprawiać. Jeśli taki impuls nie zaistnieje, to dobrze przygotowane obiekty będziemy mieli chyba tylko do skoków narciarskich. Tyle że nie jest to raczej sport masowy i mimo dobrej obecnie koniunktury, nie wiadomo jak sobie poradzi w erze ,,po Małyszu". Reszta zimowych konkurencji ma się zdecydowanie gorzej. Wiele sportów wpadało w pułapkę: z jednej strony mówi się więc, że ,,nie ma obiektów, bo nie ma dla kogo ich budować" a z drugiej słychać często że „nikt nie trenuje, bo nie ma gdzie"...
Oby ta prawdziwa zima była impulsem dla rozwoju zimowych dyscyplin, bo jeśli zabraknie Justyny i Adama, to znów wrócimy do czasów, kiedy przez 64 lata zdobyliśmy 4 medale olimpijskie...
Źródło: "sportplus"









